Katastrofa!!!
Zaczęło się od tej kamizelki. Piękna włóczka Angora Batic, fajnie się robiło ..., ale po praniu ... katastrofa. Rozmiar ten sam, ale włóczka już nie taka miękka.

Ani tego spruć (moherek), ani przywrócić dawny blask. Moczę w fasoli, zobaczymy ...
Potem z Sonaty zaczęłam robić bluzeczkę. Brakło mi włóczki dosłownie na pozszywanie dwóch kwadratów. Jeden z nich poniżej. Nie chcę kupować nowego motka, bo znowu będzie leżeć ta niewykorzystana część. A zielonych rzeczy mam już za dużo.

Potem z reszty Angory B. wymyśliłam, że zrobię narzutkę ... brakło nitki znowu!!! Tragedia i znowu ani spruć , ani dorobić, ...

Wzięłam się więc szybko za bawełnę. Pół wieczora dłubałam i dłubałam, aż w końcu dzisiaj rano stwierdziłam, że to koszmarnie wychodzi. Z każdym nowym rzędem miałam nadzieję , że to się jakoś poprawi i wyrówna.
Muszę spruć (to się na szczęście da) i zrobić coś innego.

No to wzięłam się za fiolet, taka bluzeczka z elementów , fajnie by było ... Ale to zaczęło się robić takie duże, że się przeraziłam, że to na smoka będzie, a ja i tak już swoje kg mam i jeszcze to ... Pewnie też będę musiała spruć :(

Co wezmę , to klapa. Może ja się już wypaliłam robótkowo?
Może to jakiś kryzys ? Może przejdzie?
A jak nie? To kto wyrobi moje zapasy?
A może ja już powinnam przestać się w to bawić?
O kurcze, co się dzieje?